Projekt Baltic Power pokazuje, jak wygląda przejście od planów do realnej produkcji energii z morza. Z mojego punktu widzenia najciekawsze jest to, że w jednym przedsięwzięciu spotykają się technologia wielkoskalowych turbin, logistyka morska i przyłączenie do krajowej sieci. Dla czytelnika najważniejsze pozostaje jedno: jak to działa, na jakim jest etapie i co faktycznie zmieni po uruchomieniu.
Najważniejsze fakty o inwestycji w skrócie
- To pierwsza polska morska farma wiatrowa wchodząca w końcową fazę budowy na morzu, a nie projekt pozostający na etapie deklaracji.
- Docelowa moc to około 1,2 GW, przy 76 turbinach o mocy 15 MW każda.
- Roczna produkcja ma sięgnąć około 4 TWh, co odpowiada mniej więcej 3% obecnego krajowego zapotrzebowania na energię elektryczną.
- Lokalizacja znajduje się około 23 km od brzegu, w rejonie Łeby i Choczewa.
- W 2026 roku trwa montaż turbin, kabli i infrastruktury przyłączeniowej, a uruchomienie planowane jest na koniec roku.
Co dokładnie powstaje na Bałtyku
W tej inwestycji nie chodzi wyłącznie o „kilkadziesiąt wiatraków na morzu”. Powstaje pełnowymiarowa infrastruktura energetyczna, która ma działać przez około 30 lat i zasilać sieć tak samo realnie jak każda duża elektrownia konwencjonalna. Z mojego punktu widzenia najważniejsze są trzy liczby: 1,2 GW mocy, 76 turbin i 130 km² powierzchni projektu. To już skala systemowa, a nie pokazowa.
| Parametr | Wartość | Co to oznacza w praktyce |
|---|---|---|
| Lokalizacja | Około 23 km od brzegu, na wysokości Łeby i Choczewa | Farmę buduje się daleko od linii brzegowej, ale wciąż na tyle blisko, by sensownie poprowadzić przyłącze do lądu |
| Moc zainstalowana | Do 1,2 GW | To skala porównywalna z dużym blokiem wytwórczym, ale opartym na wietrze |
| Moc docelowa turbin | 1140 MW | W praktyce oznacza to, że dobór technologii był podporządkowany realnej konfiguracji projektu |
| Liczba turbin | 76 | Każda turbina pracuje jak osobny generator, a całość jest spięta w jeden system |
| Moc pojedynczej turbiny | 15 MW | To rozwiązanie z najwyższej półki technologicznej, rzadko spotykane jeszcze kilka lat temu |
| Roczna produkcja | Około 4 TWh | To energia, która ma istotny wpływ na krajowy miks, a nie tylko na lokalny bilans |
| Żywotność | Około 30 lat | Projekt trzeba oceniać w perspektywie dekad, nie miesięcy |
Jak podał URE, to właśnie temu projektowi przyznano pierwszą w Polsce wstępną koncesję dla morskiej energetyki wiatrowej. Dla mnie to ważny sygnał, bo pokazuje, że mówimy o inwestycji, która wyznacza standard dla całego segmentu offshore, a nie tylko o pojedynczej farmie.
Żeby zrozumieć, skąd bierze się taka skala, trzeba rozłożyć tę inwestycję na techniczne części. Właśnie tam widać różnicę między zwykłą elektrownią wiatrową a projektem morskim.

Jak działa taka farma i dlaczego to więcej niż zestaw turbin
Offshore wygląda efektownie z brzegu, ale jego sens tkwi w układzie elementów, które muszą działać jak jeden organizm. Każda turbina produkuje energię, fundament utrzymuje ją w morzu, kable zbierają prąd, stacje elektroenergetyczne go porządkują, a przyłącze na lądzie oddaje energię do krajowej sieci. To właśnie ten łańcuch sprawia, że morska farma nie jest tylko „wiatrakiem w wodzie”, lecz pełnoprawnym systemem energetycznym.
Fundamenty i turbiny
Podstawą są monopale, czyli stalowe pale wbijane w dno morskie. Na nich osadza się elementy przejściowe, a dopiero na nich stoją turbiny. W praktyce oznacza to ogromną precyzję, bo cała konstrukcja musi wytrzymać wiatr, fale, zasolenie i wieloletnią eksploatację. Same turbiny mają ponad 120 metrów wysokości, a z fundamentem całość sięga nawet około 250 metrów. Jeden wirnik obejmuje obszar większy niż kilka boisk piłkarskich, więc skala tej technologii naprawdę robi różnicę.
Kable i stacje
Energia z pojedynczych turbin nie płynie od razu na ląd. Najpierw trafia do kabli międzyturbinowych, potem do morskich stacji elektroenergetycznych, a dopiero stamtąd do kabli eksportowych prowadzących do stacji na lądzie. To właśnie stacje zbierają energię i dostosowują ją do przesyłu. Bez tego cała farma byłaby tylko rozproszonym zbiorem generatorów, a nie spójnym źródłem prądu.
Przeczytaj również: Turbina wiatrowa ile produkuje energii? Zaskakujące dane i fakty
Baza serwisowa i codzienna eksploatacja
Istotna jest też baza operacyjno-serwisowa w Łebie. To tam pracują zespoły odpowiedzialne za monitorowanie farmy, planowanie wejść na morze i koordynację statków technicznych. W praktyce taki obiekt działa jak zaplecze operacyjne na całą dekadę, a nie jako tymczasowy barak budowlany. Właśnie dlatego offshore wymaga myślenia o całym cyklu życia projektu, nie tylko o samym momencie montażu.
Gdy rozłoży się to na etapy, widać wyraźnie, że najtrudniejsza część nie polega na postawieniu jednej turbiny, ale na zsynchronizowaniu setek operacji w jednym, bardzo wymagającym środowisku. To prowadzi do pytania, na jakim etapie jest ta budowa w 2026 roku.
Na jakim etapie jest budowa w 2026
Na dziś inwestycja jest już daleko poza fazą przygotowań. W lutym 2026 zakończono instalację wszystkich 78 monopali, a w marcu zainstalowano wszystkie 78 elementów przejściowych. W maju ORLEN informował, że projekt jest finalizowany, a wszystkie fundamenty i ponad połowa turbin są już na miejscu. To ważny moment, bo w offshore właśnie fundamenty i logistyka morska często decydują o tempie całego harmonogramu.
- Fundamenty: 78 z 78 ukończonych.
- Elementy przejściowe: 78 z 78 ukończonych.
- Turbiny: zainstalowano już ponad połowę z 76 planowanych jednostek.
- Morskie stacje elektroenergetyczne: 2 z 2 ukończone.
- Stacja lądowa i kable: prace są w toku, a przyłączenie do sieci jest domykane.
- Start eksploatacji: planowany na koniec 2026 roku.
W praktyce oznacza to, że największe ryzyko konstrukcyjne jest już za projektem, a przed nim zostają domknięcie integracji, testów i certyfikacji. To dobry moment, żeby przejść od samej budowy do pytania o wpływ na polską energetykę i lokalny rynek pracy.
Co ta farma da Polsce i lokalnym firmom
Najprościej rzecz ujmując: więcej czystej energii, większe bezpieczeństwo systemu i mocniejszy przemysł wokół offshore. ORLEN szacuje, że roczna produkcja wyniesie około 4 TWh, co ma pokryć około 3% krajowego zapotrzebowania. To nie rozwiąże wszystkich problemów polskiej energetyki, ale dla miksu wytwórczego jest to już bardzo odczuwalny wkład.
Ja patrzę na tę inwestycję przede wszystkim jako na budowę całego łańcucha wartości, nie tylko źródła prądu. W praktyce oznacza to:
- większą dywersyfikację źródeł energii,
- mniejszą zależność od paliw kopalnych,
- rozwój portów, serwisu i logistyki morskiej,
- zamówienia dla firm inżynieryjnych i produkcyjnych,
- nowe kompetencje, które zostaną w kraju na kolejne projekty.
W tym projekcie duża część łańcucha dostaw jest związana z Polską: od elementów produkowanych w Szczecinie po komponenty i usługi realizowane w innych regionach kraju. To ważne, bo offshore ma sens gospodarczy dopiero wtedy, gdy oprócz megawatów buduje też kompetencje przemysłowe. Dodatkowo baza w Łebie to nie tylko zaplecze techniczne, ale też stałe miejsca pracy w fazie eksploatacyjnej.
Tyle że przy tej skali nie ma prostych historii o samych plusach. Offshore daje dużo energii, ale wymaga też cierpliwości, kapitału i bardzo dobrej organizacji. I właśnie tu widać drugą stronę całej układanki.
Jakie ograniczenia i ryzyka trzeba brać pod uwagę
Najczęstszy błąd polega na myśleniu, że skoro morska farma wiatrowa ma świetne parametry produkcyjne, to automatycznie jest prostsza od lądowej. Jest odwrotnie: offshore jest zwykle bardziej przewidywalny energetycznie, ale trudniejszy technicznie, logistycznie i finansowo. To projekt, w którym pogoda, transport, okna montażowe i koordynacja statków mają realny wpływ na termin oddania do użytku.
| Obszar | Offshore | Dlaczego to ma znaczenie |
|---|---|---|
| Warunki wiatrowe | Silniejsze i bardziej stabilne | To poprawia wykorzystanie mocy, ale nie eliminuje zmienności produkcji |
| Koszt inwestycji | Wyższy | Fundamenty, statki instalacyjne, kable i stacje znacząco podnoszą CAPEX |
| Serwis | Trudniejszy | Każde wejście na morze zależy od pogody i koordynacji wielu jednostek |
| Przyłączenie do sieci | Bardziej złożone | Potrzebne są osobne stacje, trasy kablowe i testy integracyjne |
| Wpływ społeczny | Wymaga dialogu | Strefy prac, rybołówstwo i bezpieczeństwo muszą być uzgodnione z otoczeniem |
| Harmonogram | Długi i wieloetapowy | Opóźnienie jednego elementu potrafi przesunąć cały projekt |
Właśnie dlatego w takim przedsięwzięciu ważny jest nie tylko montaż, ale też relacja z otoczeniem. Projekt przewidział m.in. przejściowy system rekompensat dla rybaków, co nie jest dodatkiem wizerunkowym, tylko realnym narzędziem ograniczania konfliktów przestrzennych. W offshore to normalne: jeśli chcesz budować długo i stabilnie, musisz brać pod uwagę nie tylko technikę, ale też ludzi i istniejące korzystanie z morza.
Kiedy te warunki są dobrze zarządzane, morska farma staje się czymś więcej niż pojedynczą inwestycją. Właśnie wtedy zaczyna działać jako wzorzec dla kolejnych projektów na Bałtyku.
Dlaczego ten projekt staje się wzorcem dla kolejnych farm na Bałtyku
Najcenniejsze nie jest tu wyłącznie to, że powstanie jedna duża farma. Znacznie ważniejsze jest to, że rynek uczy się całego procesu: od projektowania, przez finansowanie i produkcję komponentów, po transport, montaż, koordynację morską i późniejszy serwis. W praktyce pierwsza inwestycja zawsze jest najdroższa organizacyjnie, bo buduje wiedzę, która potem obniża próg wejścia dla następnych projektów.
Ja widzę w tym kilka długofalowych efektów. Po pierwsze, rośnie pewność dla dostawców i banków, bo pojawia się realny przykład działającej infrastruktury. Po drugie, porty, stocznie i firmy usługowe zdobywają doświadczenie, które można wykorzystać przy kolejnych farmach. Po trzecie, cały system energetyczny zyskuje nową klasę źródła OZE, która pracuje w innej skali niż większość lądowych projektów. To nie jest jeszcze pełna odpowiedź na potrzeby kraju, ale jest to bardzo wyraźny krok w stronę bardziej nowoczesnego miksu energetycznego.
Jeśli patrzeć na polski offshore bez marketingowych haseł, to właśnie tu widać najważniejszy efekt: ta inwestycja nie tylko dostarczy prąd, ale też nauczy rynek, jak budować morską energetykę w skali przemysłowej. I to, moim zdaniem, będzie miało znaczenie dłużej niż sama data pierwszego uruchomienia.
