To jedna z tych inwestycji, które dobrze pokazują, jak szybko dojrzewa polska energetyka offshore. W tym tekście wyjaśniam, czym jest projekt Baltica 2, na jakim jest etapie, jaką ma skalę techniczną i dlaczego jego znaczenie wykracza poza samą budowę turbin na morzu. Dorzucam też praktyczny kontekst: jak taka farma działa, co realnie daje systemowi elektroenergetycznemu i jakie ograniczenia warto brać pod uwagę, zamiast patrzeć wyłącznie na efektowną liczbę megawatów.
Najważniejsze fakty o tej morskiej farmie wiatrowej
- Projekt realizują wspólnie PGE i Ørsted, a budowa na morzu weszła w 2026 roku w fazę instalacji fundamentów.
- Planowana moc farmy to 1,5 GW, czyli skala, która stawia ją w gronie największych inwestycji energetycznych w Polsce.
- Po uruchomieniu farma ma wytwarzać około 5-6 TWh energii rocznie i zasilać energią około 2,5 mln gospodarstw domowych.
- Inwestycja powstaje w polskiej części Morza Bałtyckiego, kilkadziesiąt kilometrów od brzegu, w obszarze wymagającym precyzyjnej logistyki i dobrej pogody.
- Komercyjne uruchomienie planowane jest na koniec 2027 roku, ale pierwsza energia ma popłynąć wcześniej, w pierwszej połowie tego roku.

Czym jest projekt Baltica 2 i na jakim jest etapie
Patrzę na ten projekt przede wszystkim jak na test dojrzałości całego polskiego offshore. To nie jest już koncepcja na slajdach, tylko realna budowa na morzu: w maju 2026 roku rozpoczęto instalację pierwszych fundamentów, a to oznacza wejście w najbardziej widoczną i najbardziej wymagającą fazę prac.
Inwestycja jest realizowana przez PGE i Ørsted w formule joint venture. Z perspektywy rynku ważne jest też to, że harmonogram nie kończy się na samej instalacji fundamentów. Kolejne etapy obejmują kable eksportowe, morskie stacje elektroenergetyczne, kabel wewnętrzny łączący turbiny oraz montaż samych generatorów. Zgodnie z aktualnym planem pierwsza energia ma trafić do systemu w pierwszej połowie 2027 roku, a pełne uruchomienie komercyjne ma nastąpić do końca 2027 roku.
To ważne rozróżnienie: instalacja na morzu nie oznacza jeszcze gotowej elektrowni. Dla odbiorcy końcowego liczy się dopiero moment, w którym wszystko spina się w jedną, stabilnie działającą całość. I właśnie tę drogę dobrze widać w przypadku tej inwestycji, więc poniżej rozkładam ją na konkrety.
Sam harmonogram ma sens dopiero wtedy, gdy zobaczymy, co faktycznie buduje się na morzu.
Jak duża jest ta farma i co dokładnie powstaje na morzu
Najprościej mówiąc: to projekt o skali, której w Polsce jeszcze nie widzieliśmy w offshore. Gdy analizuję takie inwestycje, zawsze zaczynam od liczb, bo one najlepiej pokazują, z czym naprawdę mamy do czynienia.
| Parametr | Wartość | Dlaczego to ważne |
|---|---|---|
| Moc zainstalowana | 1,5 GW | Pokazuje skalę projektu i jego znaczenie dla krajowego miksu energii. |
| Liczba turbin | 107 | To nie pojedyncza instalacja, lecz pełnoprawna morska elektrownia. |
| Fundamenty | 111 monopali | Monopal to stalowy fundament wbijany lub osadzany w dnie morskim. |
| Morskie stacje elektroenergetyczne | 4 | Odpowiadają za zbieranie i przekazywanie energii do kabli eksportowych. |
| Kable eksportowe | 4 | Łączą farmę z lądową infrastrukturą przyłączeniową. |
| Roczna produkcja | około 5-6 TWh | To realna ilość energii, a nie tylko moc „na papierze”. |
| Zasięg oddziaływania | około 2,5 mln gospodarstw domowych | Pomaga przełożyć przemysłową skalę na zrozumiały efekt dla odbiorcy. |
| Lokalizacja | polska część Morza Bałtyckiego, kilkadziesiąt kilometrów od brzegu | Wpływa na logistykę, serwis i sposób przyłączenia do sieci. |
| Plan uruchomienia | koniec 2027 roku | Określa, kiedy inwestycja ma wejść w fazę pełnej pracy komercyjnej. |
W praktyce oznacza to, że mówimy o rozbudowanym systemie, a nie o samych turbinach. Najpierw trzeba przygotować dno morskie, osadzić fundamenty, potem postawić stacje, położyć kable, a dopiero na końcu zmontować i uruchomić generatory. To właśnie dlatego offshore jest bardziej złożony niż lądowa energetyka wiatrowa, ale też daje większą skalę pojedynczego projektu.
Skala ma znaczenie, ale jeszcze ważniejsze jest to, po co ta energia ma trafić do systemu.
Dlaczego ten projekt ma znaczenie dla polskiej energetyki
Największa wartość tej inwestycji nie polega wyłącznie na samej produkcji prądu. Dla mnie kluczowe są trzy efekty, które łączą się w jeden obraz: bezpieczeństwo energetyczne, dywersyfikacja źródeł i przyspieszenie transformacji.
Po pierwsze, morska energetyka wiatrowa pomaga zmniejszać zależność od paliw kopalnych i importu energii pierwotnej. Po drugie, wzmacnia udział źródeł odnawialnych w miksie, a to ma znaczenie w czasie, gdy system potrzebuje więcej czystej energii w skali przemysłowej. Po trzecie, w odróżnieniu od wielu mniejszych instalacji, taki projekt dostarcza dużą ilość energii w jednym punkcie systemowym, co ułatwia planowanie krajowej infrastruktury.
Warto też spojrzeć na aspekt finansowy. Projekt ma 25-letni kontrakt różnicowy, czyli mechanizm, który stabilizuje przychody wytwórcy. W praktyce działa to tak, że jeśli ceny rynkowe spadają poniżej poziomu referencyjnego, system wyrównuje różnicę; jeśli rosną powyżej ustalonego poziomu, rozliczenie działa w drugą stronę. To nie jest szczegół dla księgowych, tylko realny element, dzięki któremu inwestycje tej skali są w ogóle możliwe do sfinansowania i uruchomienia.
Jeśli porównać offshore z fotowoltaiką, różnica jest dość prosta: PV daje dużo energii w dzień i latem, a morski wiatr często lepiej uzupełnia system w innych warunkach pogodowych i sezonowych. Właśnie dlatego takie technologie nie konkurują ze sobą w prosty sposób, tylko się uzupełniają. A gdy system ma już oba filary, łatwiej budować bardziej odporną i elastyczną energetykę.
W praktyce największe ryzyko i największa wartość takiej inwestycji ujawniają się dopiero na etapie budowy.
Jak wygląda budowa takiej farmy od fundamentów po pierwszą energię
Tu zwykle pojawia się najwięcej pytań, bo z zewnątrz morska farma wygląda jak zestaw turbin ustawionych na wodzie. W rzeczywistości to sekwencja bardzo konkretnych operacji, które muszą zagrać kolejno i bez większych opóźnień.
- Przygotowanie obszaru budowy - trzeba sprawdzić dno morskie, usunąć przeszkody i przygotować teren pod fundamenty oraz kable.
- Instalacja fundamentów - na dnie osadza się monopale, które przenoszą obciążenia całej konstrukcji.
- Montaż stacji morskich - to punkty zbierające energię z wielu turbin i porządkujące jej przesył.
- Układanie kabli wewnętrznych i eksportowych - pierwsze łączą turbiny między sobą, drugie prowadzą energię na ląd.
- Budowa infrastruktury lądowej - potrzebna jest stacja przyłączeniowa i cała infrastruktura, która włącza farmę do krajowego systemu.
- Instalacja turbin i testy - dopiero po zebraniu całej sieci można montować generatory, sprawdzać bezpieczeństwo i rozpoczynać rozruch.
W offshore nie ma miejsca na przypadek, bo każda operacja zależy od pogody, falowania, widoczności i dostępności specjalistycznych jednostek. Z tego powodu prace prowadzi się w krótkich „oknach pogodowych”, a to automatycznie wydłuża harmonogram w porównaniu z lądem. Widać to szczególnie przy fundamentach i kablach, gdzie precyzja jest ważniejsza niż tempo.
Istotny jest też aspekt środowiskowy. W trakcie instalacji stosuje się rozwiązania ograniczające hałas podwodny, takie jak kurtyny bąbelkowe, oraz monitoring obecności ssaków morskich. To ważne, bo nowoczesny offshore nie polega już tylko na „stawianiu wiatraków”, ale na łączeniu produkcji energii z ochroną ekosystemu. Na tym tle dobrze widać, dlaczego projekt nie jest tylko sprawą energetyki, ale też logistyki i przemysłu.
Co zyskują porty, firmy i region
Jeżeli patrzy się wyłącznie na megawaty, łatwo przegapić drugi, bardzo konkretny efekt takiej inwestycji. Chodzi o gospodarkę wokół projektu: porty, transport, serwis, stal, konstrukcje, usługi morskie i zaplecze techniczne na lądzie.
W Polsce offshore dopiero buduje swój ekosystem, więc każdy taki projekt przyspiesza naukę całego łańcucha dostaw. Zyskują firmy, które potrafią wejść w produkcję elementów konstrukcyjnych, przygotowanie logistyki, usługi portowe czy późniejszy serwis. Dla regionu Pomorza oznacza to nie tylko inwestycje infrastrukturalne, ale też dłuższy horyzont zatrudnienia i rozwój kompetencji technicznych, których wcześniej w takiej skali po prostu nie było.
Warto zauważyć jeszcze jedną rzecz: tego typu projekty zwykle wzmacniają też lokalne kompetencje w obszarze zarządzania ryzykiem, bezpieczeństwa i pracy w środowisku morskim. To nie jest wiedza „jednorazowa”. Raz zbudowane doświadczenie zostaje w kraju i pracuje przy kolejnych inwestycjach. Dlatego przy dużych projektach offshore efekt mnożnikowy bywa ważniejszy niż sama wartość energii liczonej tylko w TWh.
I właśnie dlatego warto trzeźwo patrzeć też na ograniczenia całej technologii.
Ograniczenia, ryzyka i czego nie przeceniać
Nie mam zwyczaju przedstawiać offshore wind jako rozwiązania idealnego, bo nim nie jest. To technologia bardzo mocna, ale jednocześnie wymagająca. Jej przewaga wynika ze skali i stabilniejszego profilu produkcji niż w wielu instalacjach lądowych, ale nadal pozostaje zależna od wiatru. 1,5 GW mocy zainstalowanej nie oznacza 1,5 GW dostępnego w każdej chwili.
Druga rzecz to ryzyko harmonogramowe. W offshore opóźnienia często wynikają nie z samego projektu, tylko z pogody, dostępności wyspecjalizowanych jednostek, synchronizacji wielu wykonawców i kolejności prac przy kablach oraz stacjach. To właśnie dlatego w tego typu inwestycjach liczy się nie tylko dobra dokumentacja, ale też odporność organizacyjna.
Trzeci element to przyłączenie do sieci. Nawet najlepiej zbudowana farma nie spełni swojej roli, jeśli infrastruktura lądowa i system elektroenergetyczny nie będą gotowe na odbiór energii. Z perspektywy rynku to często najtrudniejszy punkt całego procesu, bo wymaga koordynacji wielu podmiotów i działań po stronie operatora systemu.
Jeśli miałbym wskazać najczęstszy błąd w ocenie takich projektów, to byłoby nim patrzenie tylko na samą moc. Zamiast tego lepiej śledzić gotowość fundamentów, kabli, stacji i testów przyłączeniowych. To właśnie te elementy mówią, czy inwestycja naprawdę zbliża się do uruchomienia, czy nadal jest w fazie formalnych deklaracji.
Z perspektywy czytelnika najcenniejsze jest więc śledzenie kilku konkretnych kamieni milowych, a nie ogólnych deklaracji.
Co warto obserwować, zanim popłynie pierwsza energia
Jeśli chcesz oceniać ten projekt bez PR-owego szumu, skup się na kilku prostych sygnałach. To one powiedzą więcej niż ogólny komunikat o „postępie prac”.
- Tempo instalacji kolejnych fundamentów na morzu.
- Postęp prac przy morskich stacjach elektroenergetycznych.
- Układanie kabli eksportowych i wewnętrznych bez większych przestojów.
- Gotowość lądowej stacji i infrastruktury przyłączeniowej.
- Rozpoczęcie montażu turbin oraz testów rozruchowych.
- Potwierdzenie terminu pierwszej energii w pierwszej połowie 2027 roku i komercyjnego uruchomienia do końca 2027 roku.
Jeżeli te etapy będą zamykały się zgodnie z planem, projekt stanie się jednym z najważniejszych punktów odniesienia dla całego polskiego offshore. Dla mnie to właśnie jest sedno tej historii: nie sama nazwa inwestycji, ale to, że z abstrakcyjnej wizji przechodzi ona do realnej infrastruktury, która ma przez lata zasilać krajową sieć.
